Bloog Wirtualna Polska
Są 937 743 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rozdzial 4

środa, 27 października 2010 18:06

Bez happy endu.
...- No to gratuluje.- Axl wstał i pogratulował przyjaciołom.                                                                                                    - Niech zgadnę, Mary i Kate?- roześmiała się Tośka.                                                                                                          -Znasz je?- zapytali chórem Stev i Izzy.                                                                                                                                    --Tak to moje sąsiadki, mieszkają na samej górze-powiedziała.    

-Oh Mary jest super- rozmarzył się Stev.                                                                                                                                --Ee Mary, Kate jest świetna.- poprawił Izzy.                     Gadali tak do późnej nocy, reszta rozmawiała o czym innym dopóki dziewczyny nie zasnęły.                                               -No to,  pewnie niezłe laski z nich.-powiedział Duffi, trzymając kolejną butelkę piwa.                                              -Kurwa koleś, mało  powiedziane.- zaśmiał się opity Izzy.      -No,  ale wy nie wiecie jaką ja mam laske.- powiedział głośno Slash i wziął łyk piwa.                                                  -Pff, możecie kurwa wypchać się, moją Libby nikt nie przebije. -dodał Axl,  kończąc    następna   butelkę.                                                       -Może nie tak głośno?- wyszeptała Tośka, wychylając się z ramienia Slasha.                                                                   Potem Olivia wymruczała cos typu zamknijcie się i razem z przyjaciółka znowu wtuliły się w swoich chłopaków.

***

Godzina 9.00 rano. Libby obudziła się siedząc na kolanach Axla. Rozglądnęła się po pokoju przypominając sobie wczorajszy wieczór. Wszyscy spali, kilkanaście butelek po piwie leżało na ziemi. Wstała, pogłaskała Axla po głowie i poszła do łazienki się odświeżyć. Gdy wyszła, Tośka sprzątała butelki z ziemi i wrzucała je do worka.                                                                                                                             -Hej- powiedziała do niej uśmiechając się.                                                                                                                      -Hej, pikał Ci telefon -odpowiedziała nie przerywając pracy.                                                                                          -Ok, dzięki- podziękowała szukając telefonu.                                                                                                                     -Gdzie on kurwa jest.- mruknęła po cichu.                                                                                                                                           -Tam jest- wskazała jej Tośka blat w kuchni. Libby bez słowa podeszła do blatu i wzięła telefon.                        -O kurwa, mam przejebane- krzyknęła wpatrując się w telefon.                                                                                                                            -Co się stało?- zapytała bez entuzjazmu Tośka.                                                                                                                    -Dzisiaj przyjeżdża ciotka Leonora, włączyło mi się przypomnienie, ma być u mnie o 10.- powiedziała szybko Libby. -Jest dziewiąta trzydzieści.                                                                                                                                                                                                                                                                                      -No to szybko, idź -poganiała przyjaciółka.                                                                                                                             -Dobra, lecę. Pa.- pożegnała się Libby przytulając się do Tośki.-Powiedz Axlowi ze zadzwonię.                    Wyszła.  

  Do domu doszła za dziesięć dziesiąta. Gdy wbiegła do domu, ciocia siedziała na kanapie ze swoim mężem Mattem.                                                                                                                                                                         -Cześć ciociu, przepraszam Cie ale zapomniałam, ze masz przyjechać.- usprawiedliwiła się Libby całując ciocie i wujka w policzek na powitanie i siadając  obok nich na kanapie.                                                               -Eh, nie szkodzi.- uśmiechnęła się ciocia.- Powiedz mi tylko, co u ciebie słychać?                                                                                                                      No i Libby zaczęła opowiadać.

***

 - Ojciec do ciebie dzwonił?! - spytała oburzona ciocia kiedy tylko Libby przestala opowiadać.  

- Tak, dzwonił. - odpowiedziała  smutno. - Dzwonił i pytał co u mamy. Wyobrażasz sobie? Pytał co u mamy?! - zaczęła krzyczeć zdenerwowana Libby. - Po tylu latach raczył zadzwonić i nawet nie wiedział, ze ona nie żyje! Nienawidzę go! - dalej krzyczała próbując powstrzymać łzy, które nazbierały się pod powiekami.

- Cicho, spokojnie. - Powiedziała ciocia przytulając swoja siostrzenice - Już więcej nie zadzwoni.

- Skąd wiesz? - zapytała łkając Libby.

- Bo porozmawiam sobie z nim. - odpowiedziała Leonora, patrząc na swojego męża, który przytaknął rozumiejąc o co chodzi jego zonie.

- Tak, nie martw się mała. - powiedział, głaskając ja po Glowie.

***

W Tym samym czasie w domu u Toski, chłopaki z zespołu zaczęli się budzić z wielkim bólem Glowy i uczuciem, ze wczoraj wypili jednak trochę za dużo. Slash, wstał z kanapy, przeciągnął się i zaczął szukać Toski.                                                                                                                                                                        -Ej ludzie widzieliście Toske?- zapytał w ogóle nie zorientowany.                                                                                    -Wychodziła gdzieś i powiedziała ze za chwile wróci, jak dobrze pamiętam. - wymruczał Izzy.                               -O kurwa ale mnie łeb napierdala.- narzekał Axl.                                                                                                                   -No, trochę wypiliśmy.- zaśmiał się Duff                                                                                                                           -Gdzie Libby?- zapytał Axl.                                                                                                                                                   -Nie mam pojęcia, może z Toska wyszła? - Wymruczał Slash.                                                                                                  -Nie, wychodziła sama.- wtrącił Izzy.                                                                                                                                    Axl  wziął telefon i wykręcił numer do Libby. Było słychać ,,piii, piii,, a potem odezwała się poczta głosowa: Cześć tu Libby, nie mogę odebrać telefonu bo słucham Guns n' Roses. Axl zaśmiał się i zostawił wiadomość ,,Jak będziesz miała chwile zadzwoń,, i rozłączył się. W tym samym momencie do mieszkania weszła Toska.                                                                                                                                                       -Ooo jesteś wreszcie- powiedział wstając Slash. Przytuli się do niej, ona dala mu buziaka w policzek i wyrywając się poszła do kuchni. Nie czekając na nic poszedł za nią.                                                                          - O co chodzi?- zapytal zdziwiony Slash.                                                                                                                            -A co ma być nie tak?- uśmiechnęła się Toska i pocałowała go.                                                                                      -Hahahha, uwielbiam Cie- zaśmiał się.-może chciałabyś koszulkę z moim zdjęciem wielka fanko Guns n' Roses?                                                                                                                                                                                   -Ej, przestań.- oburzyła się Toska i uderzyła go w ramie.- jak byś nie zauważył chodzę z gitarzysta tej kapeli.                                                                                                                                                                                         -Ho ho ho, przepraszam. Ale wiesz jak bawią się rockmani?- zapytał Slash i wziął ja na ręce i wybiegł z kuchni. Toska zaczęła krzyczeć i walić go po plecach śmiejąc się przy tym. Gdy zobaczyla to reszta chłopaków tez tylko zaczęli się śmiać. Olivia która właśnie się obudziła i nie wiedziała co się dzieje popatrzyła się tylko na nich dziwnie i poszła do łazienki. Za nią poszedł Duff.                                                       -Dobra dobra koniec- krzyczała śmiejąc się Toska- Slash koniec! W końcu postawił ja na ziemi i przytulił mocno.                                                                                                                                                                          -Ej, Toska gdzie Libby?- zapytał Axl.                                                                                                                                                        -Eee, przyjechała do niej ciotka i musiała iść.- powiedział  stojąc cały czas w objęciach Slasha.                 -Ej w ogóle gdzie jest Olivia z Duffim?- zapytał Slash wyjmując Tosce telefon z tylniej kieszeni. Wykręcił numer i zadzwonił do Duffiego. Po paru minutach rozłączył się i zaśmiał się głośno.                               -Wyobrażacie sobie, ze oni przeszli tutaj przez środek i jeszcze powiedzieli nam, ze ida na spacer?- powiedział śmiejąc się. Wszyscy wybuchli śmiechem a Izzy i Stev tylko przewrócili się na drugi bok.   W tym samym czasie usłyszeli dzwonek do drzwi. Nikt się nie ruszył. Slash z Toska przesunęli się ze środka pod ścianę i śmiali się z niewiadomo czego. Axl poszedł do kuchni, a Izzy i Stev chyba jeszcze spali. Dźwięk dzwonka rozległ się ponownie. W końcu Toska wyrwała się od Slasha i poszła otworzyć drzwi. Przed drzwiami stały dwie dziewczyny: Mary i Kate. Toska uśmiechnęła się tylko przypominając sobie opowieść chłopaków.                                                                                                                                                                     -Ooo hej, poczekajcie chwile- przywitała się z uśmiechem i zrobiła krok w tył. Zawołała Izziego i Steva. Nie przyszli, zawołała jeszcze raz.                                                                                                                         -A, przepraszam. Do nich przyszłyście, tak?- zapytała speszona.                                                                               -Tak!- wystrzeliła Mary.                                                                                                                                                     -Yyy nie, chciałyśmy tylko powiedzieć, ze trochę tu u was za głośno- poprawiła Kate.                                            -Kto kurwa przyszedł?- Krzykną ktoś z mieszkania. Toska tylko zaśmiała się i zaprosiła dziewczyny do środka.                                                                                                                                                                                         -Przepraszam, za bałagan ale chłopaki za bardzo się rozgościli- powiedziała kopiąc butelkę po piwie.         -Ee tam nic nie szkodzi- uśmiechnęła się Mary- Jest Stev?                                                                                            -Mary!- Trąciła karcąco siostrę Kate.                                                                                                                                         -Hahaha. Jest, jest tylko chyba śpi i jest troszeczkę opity.- zaśmiała się Toska.                                                              -Stev kurwa obudź się.- krzyknęła trącając go noga.                                                                                                           -Spierdalaj- wymruczał. Mary zachichotała. Stev od razu się podniósł, zapamiętał ten cudowny chichot.                                                                                                                                                                                 -Mary?!- zapytał zdziwiony.- Heej.                                                                                                                                      -No, heej.- odpowiedziała mu.- Czemu nie zadzwoniłeś?                                                                                                                          -Yyy, no jakoś tak- zapeszył się.- Impreza była.                                                                                                              -No słyszałyśmy.- odezwała się Kate. Stev kopna śpiącego Izziego.                                                                -Spierdalaj kurwa, śpię!- krzykną.                                                                                                                                       -Izzy, Izzy. Wstawaj kurwa. Kate przyszla. -Wyszeptał. Na wymówione ostatnie imię Izzy wstał tak szybko, ze musiał się przytrzymać Steva aby nie upaść.                                                                                                                               -Kate?! Co Ty tu robisz?!- Zapytał bardzo zdziwiony Izzy.- Bardzo mila niespodzianka.                                  Kate zarumieniła się ale szybko chciała to ukryć i powiedziała ze przyszła tutaj powiedzieć żeby byli trochę ciszej.                                                                                                                                                                          - Mów za siebie- Dodała Mary, która już śmiała się i gadała z Stevem.                                                                        -Hmm, to smutno ale...- nie skończył, do kuchni wszedł Axl i Kate wydala z siebie zaskakujący cichy pisk.                                                                                                                                                                                                           -Eee, cześć? - Powiedział zaskoczony.                                                                                                                                          -Ooo boże Axl Rose!- Krzyknęła.                                                                                                                                      -Hahaha. Tak to on. Ja Slash i uwielbiam Toske- zaśmiał się Slash.                                                                                   -Ej, Ty mój gitarzysto przestań- Powiedziała śmiejąc się Toska.                                                                                    -Uwielbiam Cie! Masz tak super glos!- Mówiła podekscytowana Kate. W tym samym momencie zadzwonił telefon Axla.                                                                                                                                                               -No, hej skarbie myślałem ze nie zadzwonisz.- Powiedział do telefonu i wyszedł z pokoju.                                         -Skarbie? Kto to?- zapytała szybko.                                                                                                                                      -Jego dziewczyna.- Powiedział Izzy.                                                                                                                                  -Dziewczyna?- powiedziała zawiedziona.                                                                                                                          -Tak, Libby. Świata poza nią nie widzi.- Powiedział szybko.                                                                                                  -Libby?! Ta Libby przyjaciółka Toski?- zdziwiła się Kate. Zapadła cisza.                                                                         -Ej ludzie zbliża się 13 a o 15 w kinie lecą super filmy i jeszcze bilety sa za pól ceny.- Powiedziała Mary chcąc przerwać niezręczną cisze.                                                                                                                                       -No, to jest pomysł- poparł Stev.- Kto idzie?                                                                                                                      -My!- Powiedzieli chórem Slesh z Toska.                                                                                                                          -Izzy? Kate? Wy idziecie?- zapytała się Mary.                                                                                                                             -Yyy a Axl idzie? - zapytała speszona Kate. Izzy wymruczał cos pod nosem, wziął kurtkę i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.  Wszyscy popatrzyli się na Kate.                                                                                -Co się stało?-  zapytał Axl wchodząc właśnie do pokoju.                                                                                                     -Aaa, nic nic.- Powiedziała szybko Kate- Idziesz z nami do kina?                                                                                  -Nie, sorry ale jadę do Libby.- Odpowiedział.- Cześć, jak cos dzwońcie.                                                                         -Dobra, nara.- powiedział Slash i Axl wyszedł.                                                                                                       -Eee, Kate możemy  chwile porozmawiać?- Zapytała Mary ciągnąc siostrę do kuchni. W pokoju zapadła cisza. Pierwszy odezwał się Slash: Co za szmata.                                                                                    -Okropna, ale słuchajcie- dodała Toska. Wszyscy umilkli. Było słychać tylko Mary mówiąca: Kate czy Cie kompletnie pojebalo?! Czy ty nie widzisz co robi Izzy?!                                                                                                       -Ale o czym Ty mówisz?!- powiedziała Kate.- Wiesz kogo dzisiaj poznałam!? Axla! Axla Rosa! Nic mi w tym nie przeszkodzi nawet ta cala Libby.                                                                                                                            -Ale Kate, kurwa! Zachowujesz się jak szmata! - wrzasnęła Mary. Obie ucichły.  Kate wyszła z kuchni cala we łzach i widząc wszystkie oczy zwrócone na nią wybiegła z mieszkania.

 ps. Nie da sie tak zrobic zeby bylo równo, przepraszam. ;|



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6535514,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rozdzial 3

piątek, 30 lipca 2010 1:15

Szok.
...-To, co idziemy do nas? - Zapytał zaspany, Axl. Nikt mu nie odpowiedział.                                                                                                 Libby zmęczona znowu położyła głowę na kanapie i zamknęła oczy.                                                                                                                                                                                          -Ech - westchnął Axl i też położył się patrząc w sufit po chwili znowu zasnął.  Libby poczuła wibracje w kieszeni a potem usłyszała Paradise City.                                                                                                                      -Jeszcze pięć minut.- Wymruczał Axl przewracając się na drugi bok.                                                                     -To tylko mój telefon- uśmiechnęła się Libby.                                                                                                       -Halo- Odebrała.                                                                                                                                                                  -Cześć kochanie tu tatuś.- Powiedział głos z telefonu.                                                                                                  - Tato!?- Krzyknęła podnosząc się.                                                                                                                                    Na te słowa Tośka, która niedawno się obudziła wstała szybko i podbiegła do przyjaciółki.                                                                                                                                                                     -No tak, co tam u Ciebie córeczko?- Zapytał ojciec.                                                                                           -Co u mnie? Kurwa jak możesz? Nie ma Cię tyle lat i kurwa dzwonisz i pytasz się normalnie, co u mnie?- Krzyknęła Libby.                                                                                                                                                             -Kochanie nie denerwuj się chciałem tylko porozmawiać z Twoją mamą. Nie odbiera telefonu, nie wiesz, dlaczego?.- Uspokajał mężczyzna.                                                                                                                              -Mama nie żyje od dwóch lat! Czemu mi to robisz? Spierdalaj, nie dzwoń do mnie więcej!- Wrzasnęła i rozłączyła się. Łzy ciekły jej po policzkach.                                                                                            -Co się stało?- Zapytał się Axl podchodząc i przytulając dziewczynę.                                                               -Nic, zadzwonię późnej.- Odpowiedziała Libby odsuwając ręce Axla wyszła z klubu. Tośka pobiegła za nią.                                                                                                                                                                        -Co się stało?- Zapytał Slash patrząc na Olivie. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę.                                                                                                                                                              -Aaa nieważne powie wam sama.- Wymruczała i poszła za dziewczynami.                                                      Chłopaki siedzieli i czekali na dziewczyny. Gadali o tym, co mogło się stać. Po godzinie zadzwoniła do Slasha Tośka i powiedziała żeby przyjechali do niej. Dojechali w półgodziny. Gdy weszli do mieszkania zobaczyli dziewczyny siedzące na kanapie. W środku, Libby, która cały czas płakała.                                                                                                                                                           -Siadajcie- Powiedziała Tośka.                                                                                                                             -Libby kochanie wszystko dobrze?- Zapytał Axl.                                                                                                                     -Nie.- Odpowiedziała szlochając.                                                                                                                           Libby wstała i usidła na kolanach Axla. Wtuliła się w niego i zaczęła płakać.                                                    -Nie płacz- Wyszeptał głaszcząc dziewczynę po głowie.                                                                           Slash wstał i usiadł koło Tośki.                                                                                                                         -Więc co się stało?- Zapytał.                                                                                                                                 Tośka przytuliła się do Slasha i opowiedziała im historie Libby.                                                                        

               -Sukinsyn. Jak on mógł tak zrobić- Powiedział oburzony Axl, gdy dziewczyna skończyła opowiadać.                                                                                                                                                                        -Opuścił mnie i mamę, gdy miałam 12 lat- powiedziała do tond milcząca Libby przecierając mokre oczy.- Nie odwiedzał mnie i do dzisiaj nie wiedział, że mama nie żyje. - Wyszeptała dziewczyna.                                                                                                                                                                                   -Zachował się jak kurwa dupek nie przejmuj się. - Powiedział Slash.                                                               Libby uśmiechnęła się.                                                                                                                                           -Idę zapalić, a Ty nie przejmuj się szkoda łez- Powiedział Izzy, wstał i wyszedł.                                                  -Dokładnie. Czekaj idę z Tobą- Uśmiechną się Stev, poklepał dziewczynę po ramieniu i poszedł za kolegą. W pokoju zapadła cisza.                                                                                                                    Chłopaki wyszli przed klatkę. Kropił deszcz.                                                                                                                                                                            -Kurwa dziwne, nie? - powiedział Izzy                                                                                                                                 -Co?- zapytał Stev.                                                                                                                                                     -No, że oni maja dziewczyny, a my kurwa nie.- wymruczał-Wiesz to jest...                                                              -Co?- powiedział Stev.                                                                                                                                              -Piękne.- wyszeptał Izzy.                                                                                                                                           -Ale c....- Nie dokończył. Do klatki zbliżały się dwie dziewczyny, były ubrane w długie płaszczę przeciw deszczowe. Jedna miała zielony płaszcz i wystawały jej niebieskie trampki i niebieski kaptur od bluzy. Obok dziewczyna miała z drugiej strony niebieski płaszcz, zielone trampki i zieloną bluzę. Oby dwie miały kasztanowy kolor włosów i  lekko rozmazany makijaż od deszczu. Szły wolno śmiejąc się cicho.                                                                                                        -Dzień dobry, panie. - zagadał Izzy. Dziewczyna w niebieskim płaszczu zachichotała.                               - Dzień dobry, nazywam się Mary.- dziewczyna uśmiechnęła się i podała rękę Stiv'owi.                              -eee... ja jestem Stev- wymruczał zakłopotany.                                                                                                              -Mary, chodź.- powiedziała jej towarzyszka.                                                                                                      -A Ty piękna jak się nazywasz? - powiedział uśmiechając się Izzy.                                                                            -Wybacz ale nie rozmawiam z nieznajomymi.- powiedziała ostrym tonem dziewczyna.                        -Nazywa się Kate. - Wyszeptała Mary. Kate spojrzała na nią złowieszczym wzrokiem pociągnęła ją za sobą i szybkim krokiem weszła do klatki. Mary zdążyła musnąć rękę Stiva. Izzy wypuścił głośno powietrze i powiedział: Niezła jest tak Kate.                                                                  -Ee tam Mary jest cudowna.- wyszeptał Stev. Popatrzył na swoja rękę i krzykną: -Stary kurwa patrz! Trzymał małą karteczkę a na nim dwa numery, jeden podpisany Mary a drugi Kate.                                                             -Czy to jest sen, kurwa uszczypnij mnie.- wyszeptał Stev.                                                                                                  -Aaał!- Krzykną- Nie mówiłem serio.                                                                                                                        -Zrobiłem to co kazałeś- Powiedział przez śmiech Izzy. Po chwili obydwoje śmiali się głośno.

***

              -Kto tak się śmieje?- zapytał Axl przerywając rozmowę dziewczyn.                                                     -Pewnie chłopaki. - Zachichotała Libbi.                                                                                                            -Ale beznadziejna pogoda- Powiedziała Olivia zmieniając temat. Znowu zapadła cisza. Wszyscy wpatrywali się w okno po którym spływały  krople deszczu.                                                                    -Wiesz, ze Cie kocham?- wyszeptał Slesh do ucha Tośki.                                                                                        -Naprawdę? Ale ja Ciebie chyba bardziej. - zachichotała. Slash wybuchł głośnym śmiechem.          -Co jest?- zapytał Axl.                                                                                                                                                         -A wiesz bo Tosia uważa, że kocha mnie bardziej niż ja ją.- powiedział Slash. Nikt nie skomentował, każdy był zainteresowany swoimi sprawami. Libby z Axlem siedzieli wpatrując się w siebie i co jakiś czas uśmiechając się  i całując.  Olivia z Duffim rozmawiali o tym co by było jakby wyruszyli razem w podróż dookoła świata, chichotali co chwile.                                Slash z Tośka siedzieli przytuleni i wpatrzeni w szarą otchłań za oknem. Do mieszkania weszli Izzy z Stivem, gadając i śmiejąc się głośno, nikt nie zwrócił na nich uwagi.                                                        - Hej ludzie, co tak tu ponuro?- krzykną Izzy.                                                                                                       - Nie uwierzycie kurwa co się stało. - dodał Stev.  Wszyscy popatrzyli się na nich równocześnie, aż chłopaką chciało się śmiać. Opowiedzieli im całą historie jak poznali dwie przepiękne dziewczyny.



ps. Przepraszam ze tak teks porozrzucany. ; ( 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6243109,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rozdział 2

poniedziałek, 28 czerwca 2010 10:27

Spodkanie.   
 

...Wszystkie oczy zwróciły się n Libby. Łzy leciały jej po policzkach ze szczęścia. Axl podszedł na skraj sceny i podał jej rękę. Dziewczyna była oszołomiona patrzyła się tylko w piękne oczy Axla, a on w jej oczy.                                                                                                                                                                                -oo kurwa.- Tylko tyle Axl pomyślał widząc ją. Libby otrząsnęła się szybko i złapała wokalistę za rękę. On wciągnął ją na scenę, objął ją w pasie i zaprowadził na środek.                                                                                    -Gratuluje zwyciężczyni.- krzyknął facet w garniturze.                                                                                                    -Jak się nazywasz?- Zapytał Axel.                                                                                                                                            -Yyy.... Co? Ja? Aaa przepraszam nazywam się Libby- Odpowiedziała śmiejąc się. Cały zespół wybuchł śmiechem.                                                                                                                                                                                -Więc Libby, cieszysz się?- Zapytał Slash. Dziewczyna wybuchła śmiechem.                                                              -Pewnie, że się cieszę, w końcu spełniło się moje marzenie. - Odpowiedziała chichocząc.                                     -Jedziesz od razu z kapelą spędzić czas?- Zapytał się koleś w garniaku.                                                                   -Przepraszam Was bardzo, ale musze zadzwonić do przyjaciółki i jutro rano się spotkamy. Co Wy na to?- Wybuchła śmiechem Libby.                                                                                                                -Wyszczekana-Powiedział śmiejąc się milczący dotąd Izzy.                                                                                                                      -Dobrze, jak chcesz tu masz mój numer i numery reszty grupy.-Powiedział z uśmiechem Axel.                                 -Dzięki, tu masz mój. -Powiedziała.                                                                                                                                                              -Dziękujemy Wam jeszcze raaz!- Wrzasnął Axl, aż Libby musiała zatkać jedno ucho.                                   Była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Za kulisami jeszcze pogadała z Gunsami a potem pojechała od razu do przyjaciółki.                                                                                                                                     Tośka, jej najbliższa przyjaciółka, prawie jak siostra, siedziała w szlafroku znudzona na kanapie z niebieskim kubkiem a na kubku było zdjęcia Slasha. Nie czuła się najlepiej, dlatego nie mogła pojechać z przyjaciółką na koncert. Usłyszała cicho grającą solówkę Slesha z November rain, powoli zeszła z kanapy, wzięła kawę i szurając nogami poszła po telefon.                                                                                                                                                       -Halo?-  Mlasnęła.                                                                                                                                                       -Heej posłuchaj, jesteś w domu? Mam super wiadomość-Wydyszała Libby.                                                                      -Cześć, no jestem, co się stało? Czemu jesteś taka zdyszana, biegniesz?- Powiedziała bez entuzjazmu Tośka.                                                                                                                                                                                             -Jestem prawie pod Twoim domem będę za chwile, paa.- Krzyknęła tylko przyjaciółka i rozłączyła się.  -Bibi? Halo, co się stało? Jesteś tam?- Zapytała trochę już zdenerwowana.- Ech. - Westchnęła i włożyła telefon do szlafroka. Nie minęło pięć minut i ze starego już domofonu wydostał się nie miły piszczący dźwięk. Tośka szybkim krokiem podeszła do domofonu i lekko podniosła słuchawkę i przycisnęła guzik z napisem „otwórz" nic nie mówiąc. Podeszła do drzwi otworzyła trzy zamki, dopiła kawę, pocałowała zdjęcie Slesha i odłożyła na stół. Siadła na kanapie i wyłączyła telewizor. Otworzyły się drzwi i do mieszkania wbiegła dysząca Libby.                                                                                                                             -ooch boże, ale wysoko mieszkasz.- Wydyszała przyjaciółka rzucając się koło Tośki na kanapę.                                 -No na 9 piętrz, czemu nie pojechałaś windą? Wiesz, że jest 12 w nocy? - Powiedziała smętnie.                             -Co się stało? Czemu jesteś taka smutna?- Zapytała Libby.                                                                                                         -Bibi, jak to, dlaczego? Nie poszłam na koncert.-Powiedziała podnosząc głos Tośka.                                         -Nie mów do mnie Bibi. Och Tosiu kochana właśnie przyszłam tu, aby Ci coś powiedzieć.- Powiedziała Libby wstając.                                                                                                                                                                 -Będę tak mówić moja kochana, ale co chcesz mi powiedzieć?- Odpowiedziała już z uśmiechem Tośka.                                                                                                                                                                                                            -Uwaga uwaga- Bibi wybuchła śmiechem.                                                                                                             - No mów!- Krzyknęła rozbawiona przyjaciółka.  Libby opowiedziała Tośce cały dzień.                                            -Aaaa! Bibi czy Ty wiesz, co się stało!- Wrzasnęła wskakując na kanapę.                                                                      -Zabiorę Cię ze sobą i poznasz Slasha!- Krzyknęła jeszcze głośniej Libby.                                                                    -Naprawdę?! Kocham Cię! Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie.-Piszczała Tośka.                                            Siedziały na kanapie do 5 rano i gadały o tym, o czym będą jutro rozmawiać z Gunsami i w co się ubiorą. Zasnęły oparte o siebie. Libbi obudziła się pierwsza słysząc Paradise City. Podniosła się automatycznie rozglądając się za telefonem. Znalazła, leżał na ziemi. Szybko podniosła i znowu siadła na kanapie.                                                                                                                                                                           -Halo? -Wymruczała.                                                                                                                                                         -Cześć tu Axel. Axl Rose, pamiętasz mnie?- Powiedział głos z telefonu. Libbi wstała tak szybko, że wypadł jej telefon z ręki i wpadł pod kanapę.                                                                                                              -Kurwa- Krzyknęła.                                                                                                                                                            -Co się stało?- Powiedziała zaspana Tośka widząc przyjaciółkę leżącą na ziemi.                                                              -Kurwa, dzwoni Axl a tu mi kurwa wpadł telefon pod kanapę.- Krzyknęła.                                                            -Co!? I nic nie mówisz!- Tośka krzyknęła wstając z kanapy i przesuwając ją do tyłu. Libbi podniosła zakurzony telefon.                                                                                                                                                              -Halo!? Halo!? Axl jesteś tam?- Powiedziała szybko Libby.                                                                                                              -No myślałem, że Cię zatkało-Powiedział Axl śmiejąc się.                                                                                                -Nie, straciłam zasięg.- Skłamała chichocząc.                                                                                                                            -Dobra do rzeczy. To, kiedy do nas przyjedziesz?- Zapytał.                                                                                           -No.. yy.. przyjadę z przyjaciółką za jakieś 2 godziny. Ok.? -Zapytała podniecona Libby.                                                                                                                  -A w ogóle gdzie mamy przyjechać?- Wyszeptała jej do ucha Tośka.                                                                                 -Bądźcie pod stadionem za dwie godziny- Powiedział śmiejąc się.                                                                             -Dobra będziemy, to cześć- Odpowiedziała trochę speszona Libby i szybko się rozłączyła nie czekając na pożegnanie.                                                                                                                                                                  -Aaaa. Musimy się przygotować!- Pisnęła Tośka biegnąc do łazienki.                                                                     -Wyszłam przez Ciebie na idiotkę - Powiedziała Libby.                                                                                             -Co mówiłaś Bibi? - Przyjaciółka wystawiła głowę z łazienki.                                                                                -Nic nic.- Krzyknęła z uśmiechem- I nie mów do mnie Bibi.- Dodała.                                                                 - Hahaha. Będę!- Wybuchła śmiechem Tośka.                                                                                                        -Idę się myć!- Krzyknęła z łazienki Tośka.                                                                                                                    -Dobra, ja idę do domu po ciuchy i wracam, paa.- Odpowiedziała Libby. Wzięła bluzę do ręki i wyszła. Tego dnia też padał deszcz, ale nie można chyba tego nazwać deszczem, to było jak by ktoś wylewał wiadro pełne wody. Libby po piętnastu minutach doszła do swojego domu. Wjechała windą na 3 piętro i otworzyła drzwi z numerem 33. Gdy weszła do środka poczuła znajomy zapach, perfumy mamy, które używała codziennie. Libby mieszkała sama. Mama umarła dwa lata temu na ciężką chorobę a tata opuścił je dla innej kobiety jak miała 12 lat. Po śmierci mamy mieszkała z ciotką Leonorą. Ciocia poznała swojego przyszłego męża, dawnego nauczyciela matematyki, uczył Libby. Wyjechała z nim do Afryki ''poznawać świat ''. Pisze listy, co miesiąc, pyta się czy wszystko dobrze, żeby nie było, że nie pamięta. Dodaje też do tego listu dosyć dużo pieniędzy, więc jak na razie, Libby tylko przegląda oferty pracy.                                                                                                                                 Libby położyła klucze na stoliku w przed pokoju i poszła do kuchni. Nalała sobie soku jabłkowego i poszła do swojego pokoju. Wzięła kilka łyków i ostawiła szklankę na biurko. Kucnęła przy otwartej szafie i wygrzebała z dna torebkę. Poszła do łazienki w wzięła szybki prysznic. Mokre włosy wysuszyła i pomalowała się. Ubrała się w ciemno niebieskie rurki i białą bluzkę z czarnym krawatem. Do torebki włożyła portfel z przyzwoitą sumą pieniędzy, mp3, kilka batonów, błyszczyk, tusz do rzęs i oczywiście małe lusterko. Popatrzyła na zegarek, za 25 minut miała być z Tośką pod stadionem. Szybko wzięła do ręki bluzę, ubrała swoje ulubione zielone trampki i zamykając jak najszybciej mieszkanie wykręcała numer do Tośki.                                                                                                                                                            -Gdzie Ty jesteś? Zwariowałaś?! Czekam na Ciebie na dole w mojej klatce. Cześć!- Krzyknęła Tośka nie doprowadzając Libby do słowa i się rozłączyła.                                                                                                                              Libbi wybiegła właśnie z klatki i jak najszybciej umiała biegła w stronę bloku przyjaciółki. Gdy była już niedaleko zobaczyła Tośkę pod klatką. Stała pod parasolem w żółtych rurkach, różowej bluzce na ramiączkach z napisem ''Hold me'', fioletowych trampkach i skurzanej kurtce.                                                                                  Libby przewróciła tylko oczami i podbiegła do niej.                                                                                                -No wreszcie gdzie Ty byłaś!? Mamy być za 5 minut pod stadionem.- Krzyknęła Tośka.                                -Dobra dobra przecież wiem, a Ty co się tak odstawiłaś?- Zaśmiała się Libby.                                                                            -Nie gadaj już, tylko chodź zadzwoniłam po taksówkę, koleś już czeka. - Powiedziała speszona Tośka.                                                                                                                                                                    Dziewczyny wsiadły do taksówki i Tośka szybko powiedziała kierowcy gdzie mają jechać.                Jechały w milczeniu, nie miały ochoty rozmawiać, nie były do końca świadome, co się stanie jak wysiądą z taksówki, czy zobaczą ich, czy jest to tylko żart albo sen. Dojechały na miejsce, ze stresu, który je ogarniał nie ruszyły się z miejsca. Siedziały tak kilka sekund dopóki kierowca nie powiedział, że już są, dla nich były to sekundy, które wlekły się jak nie typowo długie minuty. Pierwsza wyszła Libby po kilkunastu sekundach Tośka. Rozglądnęły się dookoła.                                                                        - Tam są- Wyszeptała podniecona Tośka pokazując na grupkę mężczyzn stojących pod wejściem na stadion.                                                                                                                                                                                                         -Hej, dziewczyny tutaj. - Zawołał, jak się zdawało Libby, Axl.  Podeszły szybkim krokiem.                            -Cześć- Powiedział Axl uśmiechając się do Libby i stając od razu koło niej.                                                     -Hej, jestem Tośka- Powiedziała dziewczyna przysuwając się do Slasha.                                                           -Ooo cześć- Puścił oczko uśmiechając się Slesh.                                                                                                                                                   - Ja jestem....                                                                                                                                                                   - Nie musisz się przedstawiać wiem, kim jesteś- Wybuchła śmiechem Tośka.                                               -Hmm a Ty, kim jesteś? aaa Ty to, Izzy tak? a Ty chyba, Duff a Ty nie jestem pewna, ale chyba Steven- Powiedziała chichocząc. Wszyscy wybuchli śmiechem. Stali tak i śmiali się dobre dziesięć minut.            -Dobra będziemy tak stać i lać ze wszystkiego czy gdzieś pójdziemy?- W końcu powiedział Axl.                              -Możemy iść do jakiegoś klubu- Powiedział Duff.                                                                                                -Dobry pomysł, to co idziemy?- Odpowiedział Slesh.                                                                                                         -Idziemy!- Powiedzieli wszyscy chórem.                                                                                                                      Poszli przez park.                                                                                                                                                      Axl z Libby szli na końcu trzymając się za ręce i gadając o rzeczach, które akurat im się podsunęły. Slash z Tośką też trzymali się za ręce, jako jedyni szli w milczeniu patrząc sobie w oczy.                         Izzy, Duff i Steven szli na początku śmiejąc się ze wszystkiego i rozwalając akurat stojące blisko kosze na śmieci. Doszli do klubu „Night Club". Gdy weszli do środka zobaczyli niezadbany bar a przy nim kilku mężczyzn pijących piwo. Znaleźli miejsce w rogu pomieszczenia. Axl wszedł usiadł koło ściany a koło niego Libby, koło przyjaciółki siadła Tośka razem z Slashem. Naprzeciwko ich siadła reszta.            -No, tak średnio tu.- Powiedziała Libby.                                                                                                                             - Eee ważne, że jesteśmy razem.- Powiedziała Tośka chichocząc i chwyciła Slesh za rękę.                            -Dokładnie-Przyznał Axl uśmiechając się do Libby. Po chwili przyszła do nich kelnerka.                                -Cześć, coś chcecie?- Zapytała.                                                                                                                                  -Olivia? To Ty?- Powiedziała ucieszona Libby.                                                                                                          -Boże! Bibi?! Ta Bibi?- Zaśmiała się Olivia                                                                                                                             -Nie mów tak! Pracujesz tu?- Krzyknęła Libbi przepychając się aby wyjść do Olivi.                                          -Bibi?- Powiedział chichocząc Slesh.                                                                                                                        -Tak. Wymyśliłam to przezwisko, ale Libbi go nielubi- Wymruczała Tośka.                                                              -Co jest?- Wyszeptał jej do ucha, Slash.                                                                                                                  -Aaa nie ważne- Uśmiechnęła się do niego Tosia.                                                                                                    -Więc, moi drodzy to jest Olivia.- Powiedziała głośno Libbi.                                                                                -Cześć Olivia jestem Duff. - Powiedział wpatrzony w dziewczynę. Wszyscy wybuchli śmiechem.        Olivia usiadła koło Duffiego. Gadali bardzo długo, śmiali się na cały klub.                                                    Libby była już zmęczona, oparła głowę o ramię Axla i nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.                            -Ej kochanie idziemy już, wstawaj- Wyszeptał Axl.                                                                                          Gdy Libbi otworzyła oczy zobaczyła że leży na kanapie w klubie a koło niej Axl. Podniosła się powoli i rozejrzała się. Tośka z Slashem spali jeszcze obok siebie na innej kanapie. Duff i Olivia siedzieli przy barze i śmiali się cicho trzymając się za ręce. Izzy i Steven leżeli na ziemi a koło nich cztery butelki piwa.

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6103819,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rozdział 1

czwartek, 24 czerwca 2010 21:23
Pierwszy koncert... 

Godzina 18. Za dwie godziny zaczyna się koncert. Libby przygotowywała się do wyjścia. Ubrała szare rurki i ciemno zieloną bluzkę ze zdjęciem Guns n' Roses , pomalowała lekko rzęsy, wzięła bilety i trochę kasy i zadzwoniła po taksówkę. Facet powiedział, że będzie za pięć minut. Padał deszcz, więc Libby ubrała bluzę i wyszła. Zamknęła drzwi i wsiadła do windy. Wychodząc z bloku założyła kaptur. Podbiegła do czekającego już faceta w aucie i dokładnie powiedziała mu gdzie ma ją zawieść. Pod wejściem na wielki stadion wysiadła. Skacząc ze szczęścia podbiegła do ochroniarza stojącego pod bramką.                                                                                                        -Dzień dobry - powiedziała i pokazała ochroniarzowi bilet.                                                                                                                                    -Dzień doby. Zapraszam, miłej zabawy -wymruczał.                                                                             Szybkim krokiem Libby weszła i z uśmiechem i podnieceniem popatrzyła się na ogromną scenę i już sporą grupkę ludzi.  Chciało jej się krzyczeć. Podbiegła do szybko wypatrzonego miejsca pod samą sceną. Szybko popatrzyła na telefon, była 19 do koncertu jeszcze godzina. Zwariuje, przecież to strasznie dużo czasu-pomyślała wzdychając. Koło niej stał chłopak, trochę znudzony , na uszach miał słuchawki i pod nosem nucił Sweet child o' mine.                                                                                              -Przepraszam długo czekasz?- Zapytała. Nie odpowiedział, ale Libby patrzyła się dalej na niego.                  Po kilku sekundach otrząsną się i ściągną słuchawki.                                                                                                 -Przepraszam, co mówiłaś? Słuchałem muzyki- Powiedział.                                                                                                                                                                   -Cześć jestem Libby. Długo czekasz?                                                                                                                                   -No trochę czekam, ja się nazywam Ben-Powiedział z uśmiechem.                                                                                -Jak widzę jesteś wielką fanką Guns n' Roses- Powiedział to patrząc na koszulkę dziewczyny.                                     -No, uwielbiam ich. A Ty też powinieneś jak tu jesteś nie?- Libby trochę ze zdziwieniem zapytała się.                                                            -Lubię ich muzykę, ale tak szczerze to wole metal i jestem tu tylko, bo się założyłem, że przyjdę, mieszkam dwie godziny z tond.-Ben odpowiedział śmiejąc się. Libby nie skomentowała tego popatrzyła się dziwnie, ale później gadali długo i dyskutowali o metalu, bo Libby nie przepada za taką muzyką. Wreszcie nadszedł czas na rozpoczęcie. Na scenę wbiegła cała piątka zespołu Guns n'Roses. Zaczął się koncert wszyscy zaczęli krzyczeć i piszczeć. Libby piszczała na całe gardło. Zaczęli piosenką Paradise City. Wszyscy śpiewali razem z nimi, Libby też. Zaśpiewali 15 piosenek i zrobili przerwę.                               -Alee super!- Wydyszała Libby. W tym samym momocie wyszedł na scenę jakiś facet w marynarce i przez mikrofon powiedział: -Dzień dobry, mam nadzieje, że się podobało. Zespół wpadł na pomysł aby zorganizować konkurs. Każdy ma numer na swoim bilecie. Po koncercie lider kapeli wylosuje jeden z numerków, który koś z was ma na bilecie. Zwycięzca ma dzień z Axlem i resztą zespołu.-Krzykną.                                                                                                                                                                          -Aaaa.- Libby wrzasnęła. Po kilku minutach Gunsi wrócili. Zaśpiewali jeszcze pięć piosenek.                         -Dziękuje Wam byliście cudowni!- Wrzasną Axel.  Po pięciu minutach znowu wyszli tylko bez instrumentów.                                                                                                                                                                        -Teraz czas na nasz konkurs. Slash podaj mi kule z numerkami.- Powiedział Axl. Slash dał mu przeźroczystą kule z zwiniętymi karteczkami. Axl włożył rękę do kuli. Izzy zakrył mu ręką oczy i wybuchną śmiechem razem z całym zespołem. Axl śmiejąc się wyciągną dwie karteczki, ściągną rękę Izziego ze swoich oczu, popaczył się na nie i jedną wrzucił z powrotem. -Zwycięskim numerkiem jest! 356!-Krzykną. Libby która przez cały czas patrzyła się na swój bilet powiedziała tylko pod nosem ,,nie,, i po policzkach spłynęły jej łzy. - To nie ja! czemu?!- Wyszeptała. Ben, który zobaczył płacząca Libby podszedł do niej i szepną jej do ucha. -Proszę. Ja i tak bym tego nie wykorzystał. Dał jej bilet do ręki z numerem 356 cmokną ją w policzek i znikną w tłumie. Libby zdziwiona, ale też ogromnie szczęśliwa rozglądnęła się dokoła, nie zobaczyła go, znikną.                                                                                              -Dobra ogarnij się Libby!  Właśnie spełnia się Twoje marzenie- Wrzasnęła w myślach. Otrząsnęła się i podnosząc bilet Bena do góry krzyknęła jak najgłośniej umiała:                                                                              -To ja, to ja! To mój numerek!                                                                                                                        



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6091300,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  568 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.06.2011 14:16:54
  • autor: Susannah Paek
  • treść: Posiadasz wspania&am...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to